Salemalejkum Szalom...
Kiedy: środa, 17 października 2007 o 14:58:22
Dawno nie pisałam, bo za bardzo nie mam jak pisać, ponieważ iz nie mam dostępu do internrtu.... A pisze w sumie tylko po to aby nie stracić bloga... U mnie nic ciekawego... I w zasadzie nie wiem za bardzo o czym mam wam pisać... I tak czego nie napiszę to i tak nikt tego nie przeczyta więc gdzie tu sens...
Wiecie, co... Dawno nie pisałam, ale nie zapomniałam jak to się robi :):)
komentarze [1]
Wekejszyn :)
Kiedy: poniedziałek, 23 lipica 2007 o 13:57:24
No można by rzec, że wakacje prawie już za pasem :) Ale narazie nie narzekam, bo jestem całkiem fajnie :):) Siedze sobie ze znajomkami w parku lub w innych malowniczych miejscach i pijemy sobie piwko :)
HA Ostatnio nawet gramy sobie w siatkóweczkę nad jeziorkiem i jest tak smiesznie, że mało po majtkach nie sikamy :):)
Fakt faktem trochę bolą rączki, ale dajemy radę :D
A z Marcinem... Hmmm... Wszystko w należytym pożądku :) CYA:*
komentarze [0]
I po przerwie...
Kiedy: środa, 20 czerwca 2007 o 17:15:23
Wykorzystujac sytuacje, ze jestem u kolezanki postanowailam napisac wreszcie jakas notke... Co u mnie sie dzieje... A dajcie spokoj... Tyle sie wydarzylo przez ten miesiac ze sama nie wiem jakim cudem tyle rzeczy moglo sie wydarzyc... No wiec
7 CZERWCA minelo mi z Marcinkiem
POL ROKU, sama sie nie spodziewalam, ze tak szybko to minelo... No, ale jednal :)
No i smutniejsza czesc historii... Niestety zmarla mi bliska kolezanka Emunia... Ale nie bede sie rozpisywac na ten temat bo to nic przyjemnego...
Ogolnie zaczely sie juz wakacje, w piatek zakonczenie roku i fruuuu Madzia idzie do pracy :) A jak dobrze pojdzie to moze i gdzies pojade w tym roku, ale nie wiem jak to w koncu bedzie...
Bye bye :*
komentarze [0]
Już dwa lata :)
Kiedy: sobota, 5 maja 2007 o 16:29:18
Jak w temacie... Jak wiecie lub też nie w tym miesiącu wypadają dwa lata od założenia tego bloga... Długo i wytrwale pracowałam nad tym aby doprowadzić go do jakiegoś wyglądu i pewnej formy uzyteczności... Tak jak dwa lata temu jak i teraz nie zależy mi na ogromnej popularności tego bloga... Piszę go dla siebie... Jest to swojego rodzaju pamiatka jaka zostanie po mnie mam nadzieję, że możliwie jak najdłużej... Kto wie... Może za kolejne dwa lata ten blog będzie istnieć nadal?
Na to pytanie odpowiedzi jeszcze nie znam... Ale jak już się przekonam nieomieszkam dać wam znać...
No to papa :)
komentarze [1]
Nuda
Kiedy: środa, 11 kwietnia 2007 o 15:27:14
Siema siema - wielka ściema... Piszę notkę, bo w sumie to zaczął się już nowy miesiąc i wypadałoby coś skrobnąć... Jak zawsze za bardzo nie wiem co mam napisać, ale to nie ważne...
Co u mnie? W zasadzie to nic ciekawego, no ale coś opowiedzieć trzeba... W domu lipa, w szkole nawet nawet... A w miłości, a tu to już bywa różnie, ale narazie pozostawię te kwestię bez komentarza :P
komentarze [0]
Pachnidło - fragment drugi.
Kiedy: niedziela, 25 lutego 2007 o 12:35:45
Jak obiecałam cztery moje ulubione fragmenty książki, tak publikuje już drugi... Nie wiem czy one się podobają i będę podobać jak mnie, ale warto się z kimś podzielić swoimi przemyśleniami :)
------------------------------------------
"Teza jego głosiła, iż życie może rozwijać się tylko w pewnej odległości od ziemi, gdyż sama ziemia nieustannie wydziela gnilny gaz, tak zwane
fluidum letale, które paraliżuje siły witalne i prędzej czy później do szczętu je unicestwia. Dlatego wszelkie żywe organizmy starają się poprzez wzrost oddalać od ziemi, odrastając od niej, a nie na przykład wrastając w nią; dlatego wznoszą swoje najcenniejsze części ku niebu: zboża - kłosy, roślina - kwiat, człowiek - głowę; i dlatego też, kiedy wiek je przytłoczy i znowu pochyli ku ziemi, muszą nieodwołalnie ulec działaniu gazu letalnego, w który po śmierci w wyniku procesów gnilnych same się zamieniają"
------------------------------------------
Już wyjaśniam o co chodzi.
W pewnym momęcie swojego życia Grenouille - główny bohater - miał dość już ludzkich zapachów i postanowił wyruszyć w wędrówkę do - bodajże - Paryża lub jakiegoś innego większego miasta, niestety musiał tam iść z przymusu - tylko nie pamiętam już dlaczego:(. Ale nie szedł krótszą drogą, tylko szedł na około tak aby nie czuć ludzi. Wędrował nocą, a za dnia chował się w lesie i spał. W pewnym momęcie, jego wędrówka przebiegać -jakby się zdawało - miała przez najbardziej opuszczoną dolinę w tamtych okolicach.
Nie było czuć ludzi, w żadną stronę świata w odległości wielu km nie było czuć ludzi. Grenouille postanowił tu zostać.
I teraz nawiąże do tego fragmentu, który dziś napisałam. Grenouille, aby schronić się wlazł w najwęższą jaskinie jaką mógł znaleść, położył się derce i na niej spał. Spędził tam 7 lat. Wyobrażacie to sobie, 7 lat na totalnym odludziu. Jadł tylko korzonki, mech i inne rośliny, wodę brał z maleńkiego żródełka nieopodal jego "domku".
I po tych 7 latach, wyalienowany do granic możliwości, postanowił wrócić do ludzi, ale nie dlatego, że czuł się samotny, tylko dlatego, że nawiedzał go koszmar, koszmar zwizany z brakiem swojego zapachu.
Kiedy dotarł to pierwszego napotkanego miasta, opowiedział historję o porwaniu i uwięzieniu w jaskini. Wszyscy uwieżyli, a nim zajął się pewnien profesor, który wymyślił sposób, na leczenia
fluidum letale...
Profesorek ten wygląda w tym fragmencie na lekko stukniętego, ale ludzie się z nim liczyli, bo był jednym z bogatszych ludzi w mieście.
A co działo się dalej... Jak przeczytacie to się dowiecie ;)
komentarze [0]
Pachnidło...
Kiedy: piątek, 23 lutego 2007 o 13:03:56
Wiecie, co jak byłam na ferie u babci przeczytałam najlepszą książke w moim życiu... Nie pomijając "Alchemika" autorstwa Paolo Coelho... Jest to książka zatytułaowana
"Pachnidło", a autor tej właśnie książki Patrick Suskind, napisał to w taki sposób, że aż dech zapiera w piersiach... Po raz pierwszy w życiu tak pragnęłam przeczytać książkę... Gorąco ją polecam, a tym czasem umieszczam pierwszy z czterech moich ulubionych fragmwntów tej książki...
------------------------------------------
"Tak! To było jego królestwo! Niezrównanwgo Grenouille'a! Przez niego, niezrównanego Grenouille'a, stworzone, jemu podległe, przez niego pustoszone, gdy tylko mu się podobało, i znowu wznoszone, przez niego rozszerzane w nieskończoność i bronione ognistym mieczem przed każdym intruzem. Tu rozstrzygała o wszystkim tylko jego wola, wola wielkiego, wspaniałego, jedynego Grenouille'a. I wytępiwszy niemiłe odory przeszłości, pragnął teraz, by w jego królestwie pięknie pachniało. Mocarnym krokiem przemierzał rozległe połacie i rozsiewał najrozmaitszego rodzaju zapachy, tu hojnie, tam skąpo, na ciągnących się bez końca plantacjach i na małych, intymnych grządkach, sypiąc ziarno garściami albo rzucając je tylko w wybrane miejsca. Wielki Grenouille, szalony ogrodnik Grenouille docierał do najodleglejszych rubieży swego królestwa i wkrótce nie było już kąta, gdzie by nie umieścił ziarnka zapachu..."
komentarze [2]
:|
Kiedy: czwartek, 22 lutego 2007 o 16:30:03
Jak zauważyliście, przestałam pisać 5tys notek dziennie... Już mnie to znudziło... Teraz będę pisać raz na miesiąć, no może częściej, może rzadziej, nie wiem... To będzie zależeć od mojego nastroju...
A co u mnie? Heh... Do dupy... Dlaczego? Nie chce mi się o tym gadać...
Do usłyszenia...
komentarze [0]
Czas na normalność...
Kiedy: środa, 17 stycznia 2007 o 13:49:39
Jestem szczęśliwa... Naprawdę, nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak jestem teraz naprawdę... Jestem z Nim od ponad miesiąca i jest tak cudownie, że nie mogę uwierzyć w to, że los naprawdę się do mnie uśmiechnął, że to naprawdę się dzieje...
Jaki On jest? Miły, troskliwy, kulturalny, inteligętny, czuły, kochany itp., itd. Mołabym o Nim pisać w samych superlatywach... nie lubię tylko jak się ze mną droczy, ale tak to jest bardzo ok. :)
A skoro nadszedł nowy rok, postanowiłam rzucić palenie... I mam teraz ostatnią paczkę, w której zostały dwa papierosy... Dwa... Kurdę ostatnie dwa... Nie wiem czy podołam, ale się postaram, nie chce już śmierdzieć tym gównem... A jeśli będę miała ochotę na papierosa?! Kurdę to nie jest w cale takie łatwe... No, ale mam nadzieję, że mi się uda...
komentarze [2]
Ja Cię kocham!
Kiedy: środa, 3 stycznia 2007 o 14:36:06
Ja ciebie kocham! Ach te słowa
Tak dziwnie w moim sercu brzmią.
Miałażby wrócić wiosna nowa?
I zbudzić kwiaty co w nim śpią?
Miałbym w miłości cud uwierzyć,
Jak Łazarz z grobu mego wstać?
Młodzieńczy, dawny kształt odświeżyć,
Z rąk twoich nowe życie brać?
Ja ciebie kocham? Czyż być może?
Czyż mnie nie zwodzi złudzeń moc?
Ach nie! bo jasną widzę zorzę
I pierzchającą widzę noc!
I wszystko we mnie inne, świeże,
Zwątpienia w sercu stopniał lód,
I znowu pragnę - kocham - wierzę -
Wierzę w miłości wieczny cud!
Ja ciebie kocham! świat się zmienia,
Zakwita szczęściem od tych słów,
I tak jak w pierwszych dniach stworzenia
Przybiera ślubną szatę znów!
A dusza skrzydła znów dostaje,
Już jej nie ściga ziemski żal -
I w elizejskie leci gaje -
I tonie pośród światła fal!
Adam Asnyk
komentarze [0]
Noc...
Kiedy: wtorek, 12 grudnia 2006 o 16:38:07
Wiersz ten dedykuje mojemu KOCHANEMU Misiaczkowi...
Zobacz, noc nastała i teraz księżyc zaczyna swą warte.
Pilnuje nieba i gwiazd.
Chcą się podzielić z Tobą każdym widokiem jaki mają przed oczyma.
Są samotne, choć tak często na nie patrzysz.
Płaczą, choć tak często je rozśmieszasz.
Są bezradne, bo nie mogą zrobić nic.
Prócz zesłania Ci duszka małego, który będzie mógł opiekować się Tobą bardziej niż one.
Duszek ten to dusza moja, któa za dnia uwięziona w ciele - tęskni.
Tęskni za Twoimi dłońmi, za oczami Twymi.
Lecz w nocy, uwalnia się z klatki i poprzez świat snów jest z Tobą.
To właśnie tu może być blisko Ciebie, to właśnie tu może poczuć Twoją bliskość.
Lecz gdy nastaje dzień znów musi wracać do uwięzi i czekać na zmrok...
No myślę, że jest ładny i podoba wam się równie mocno jak podobał się mojemu Tygryskowi :]
Pozdrawiam ^^
komentarze [0]
Zagmatwane to życie...
Kiedy: wtorek, 14 listopada 2006 o 08:05:36
No więc była sobota, Madzia umówiła się, że zobaczy się z Marcinem (ze swoim byłym). Przyjechałam do niego o 14, spotkaliśmy się pod jego blokiem. Potem pojechaliśmy do mojej siostry bo chciała żebyśmy ją odwiedzili. Ogólnie ten dzień minął dość szybko i dość miło.... Ale dopiero w nocy zaczęły dzieć się rzeczy niekontrolowane i nieprzyjemne... Jednak do Marcina coś jeszcze czuje, ale chce o tym zapomnieć, i strasznie denerwowało mnie to, że do mnie się nie odzywa a z moją siostrą pisze przez większość czasu (bo nocowałam wtedy u siostry)... To po godzinie 23 napisałam mu, że idę spać... A ten debil awruk upierał się do godziny 2 nad ranem żebyśmy wyszły na pętle i się z nim spotkały... Oczywiście go olałyśmy... Nie spadałam chyba do po 3 kiedy już udawało mi się zasnąć, kto zadzwonił? Marcin! O godzinie po 4 rano... Zaczął się mnie pytać co słychać i takie tam, ochrzaniłam go że mnie obudził... Pytał się mnie czy się spotkamy w niedziele, a ja mu odpowiedziałam, że nie mam ochoty się z nim widzieć, brnął dalej i pytał dlaczego więc powiedziałam mu, że to nie jest rozmowa na telefon... To zaczęliśmy pisać... Powiedział mi, żebym powiedziała mu szczerze o zrobił i co mi na 'serduszku leży'... Chciał to ok... Wyganręłam mu wszystko... A co? Ech... Nie chce tego pisać... Ale stwierdził, że tymi sms'ami zaje*** go wkur*** i przestaliśmy pisać... W niedziele nie odzywał się w ogóle... Dopiero koło 20 się odezwał bo tak wstał... Zaczęliśmy znowu pisać... Po raz kolejny powiedziałam mu co leży mi na sercu i stwierdził, że musi to przemyśleć... O godzinie 23 dostaje sms'a "Pączek nie żyje, nie ma go wśród nas i niegdy nie będzie"... Z początku sobie pomyślałam "Pierdo***!" i olałam tego sms'a... I właśnie wczoraj ok. 22 dostałam sms'a od Młodego - jego kumpla - że pączka - Marcina - nie ma już wśród nas... Oczywiście co miałam sobie pomyśleć jak nie to, że nie żyje... Jak to ja zaczęłam brnąć i dociekać co się stało, czemu i kedy... Ale bez skutecznie... Pomyślałam sobie że najlepszym sposobem aby dowiedzieć się czego kolwiek jest napisanie sms'a na numer Marcina... Bo pomyślałam sobie, że może jego brat odczyta i mnie poinformuje... Najpierw napisałam "CO się stało?!", a za jakieś dwie godziny (jakby nic nie wiedząc) "Czemu się nie odzywasz:( ech dobranoc :*".... I zajebiście się cieszę, że napisałam... Co się okazało Marcin ŻYJE!!!!!!! Nie wie co mu odwaliło... Poprostu stwierdził, że cytuje "Dam Ci już święty spokój, nie chce Cię dłużej ranić, wiem że nigdy Cię nie pokocham więc... Żegnaj księżniczko:*"... To wszystko... A ja wychodziłam z siebie... Nie spałam całą noc bo myślałam, że go nie ma i nigdy nie będzie... A tu się okazuje, że jest cały i zdrów, że ŻYJE!!!
komentarze [3]
Jeśli...
Kiedy: poniedziałek, 6 listopada 2006 o 09:51:41
Jeśli przywiódł Cię tu przypadek - odejdź, nie pragnę odwiedzin.
Jeśli przywiodła Cię ciekawość - zostań lub idź, lecz nie oczekuj pomocy.
Jeśli wiesz gdzie jesteś i czego chcesz - na nic Ci moje powitania.
Jeśli naprawdę tego potrzebujesz - odszukasz mnie.
komentarze [1]
Tęsknota, a może jestem głupia... (?)
Kiedy: niedziela, 29 października 2006 o 13:11:55
Witam. Wiem, wiem dawno nie pisałam, no cóż jakoś nie miałam weny... Ale teraz mam coś do powiedzenia... Niestety kolejne rozterki, smutki lub radości... Sama do końca nie wiem jak to nazwać... Jak się domyślacie chodzi mi o Marcina... Tego małego człowieczka, o którym zapomnieć nie potrafię... Byliśmy ze sobą tylko
3 tygodnie, nie jesteśmy razem już ponad miesiąc, a ja nadal mam motylki kiedy o nim pomyślę... Brakuje mi jego osoby, jego dotyku, jego spojrzenia... Jego śmiechu... Sama nie wiem czemu tak się dzieję... Niby pozostaliśmy przyjaciółmi z czego bardzo się cieszę... Ale sama nie wiem czy ja nadal nie chce czegoś więcej... Sama nie wiem czy nadal coś do niego czuje... Jestem taka niezdecydowana co do swoich uczuć, że sama siebie już denerwuje... Chciałabym się do niego przytulić, albo chociażby koło niego usiąść, porozmawiać i posłuchać jego głosu... Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić... Ech...
Ale cieszę się, że mam go nadal nawet jeśli miałby być tylko moim przyjacielem... Fajny z niego chłoptaś jest no ^^
komentarze [2]
Ja do Ciebie...
Kiedy: czwartek, 12 października 2006 o 09:53:18
Gdy sen z powiek Twych zejdzie
Jasność dnia zobaczysz wszędzie
I choć zaspany będziesz
I nie przytomnie na świat zaczniesz patrzeć
Pomyśl sobie mój kochany
Że ten dzień będzie dniem wspaniałym
Poczekasz na mnie w zaciszu swego pokoju
A ja wkrocze do niego
Ubrana w suknię z miłości utkaną
We włosy szczęście sobie wplotę
Na szyi łzą mą pierwszą ze szczęścia wylaną
Na srebrnym łańcuszku powiedze
Na palcach pierścionki błyszczęce jak iskierki
Z serca mego wydobyte
I na ręce drobną bransoletkę ze szczerej tęsknoty
I kroczyć tak będę w Twoją stronę
Jakbym płynęła po chmurce
A sukienka na wietrze spokojnym
Bujać delikatnie się będzie
Wiersz ten napisałam około tydzień temu... Miał być dla kogoś, ale teraz jest dla was... Pozdrawiam
komentarze [0]